Cyja

Wirtuozem cyji jest Marcin Wyrostek. Cyja to śląska nazwa akordeonu.

– Nie chcę być trybikiem w machinie, chcę grać po swojemu. To nie znaczy, że jest to lepsze. Jest po prostu moje „wyrostkowe” – mówi Marcin Wyrostek. O nauce, pracy, czekaniu na magiczny moment w życiu i strachu, by nie minął Marcin opowie Mariannie Dufek w najnowszym odcinku „Portretu subiektywnego”.

Będziecie go mogli obejrzeć w najbliższy piątek, 12 czerwca o godzinie 18. na antenie TVP3 Katowice.

Michał Smolorz, niezapomniany publicysta i filmowiec onegdaj pisał tak o instrumencie, na którym mistrzowsko gra muzyk z dolnośląskiej Jeleniej Góry, wielu lat mieszkający na Górnym Śląsku :

Najbardziej śląski ze śląskich instrumentów, który już zdawał się spoczywać na śmietniku historii, uznany za „muzyczny obciach”. Wystarczyło, że jeden niepozorny muzyk z Katowic, Marcin Wyrostek, zrobił przed kamerami swoje czary-mary, by wszystko odwróciło się w drugą stronę.

Trudni nie przyznać Smolorzowi racji.

Smolorz przypomina, jak zabawna była historia powołania klasy akordeonu w katowickiej Akademii Muzycznej, tej samej w której obecnie wykłada Marcin Wyrostek, bohater 15. odcinka programu Marianny Dufek „Portret subiektywny”. W latach 70. ubiegłego wieku (!) na Śląsku rzecz nie była prosta i miała swoich przeciwników nawet pośród konserwatoryjnej profesury – tak „niepoważny” instrument naruszał stateczność wizerunku zasłużonej uczelni, budził też kąśliwe uwagi z innych polskich uczelni.

Tyle o historii instrumentu. Marcin Wyrostek opowie Mariannie Dufek o tym, jak zaczęła się jego akordeonowa pasja.

W jednym z wywiadów („Playboy”) można było przeczytać taką historię:

Na jakim najstarszym akordeonie grałeś?

Na tym od mojego taty, który wisi w domu rodziców na honorowym miejscu.

Czy to ten instrument, który dziadek kupił za pieniądze ze sprzedaży krowy?

Właśnie ten. Wciąż w rodzinie. Przechodzi z ojca na syna. Gdyby nie dziadek, który porwał się na takie „szaleństwo”, żeby synowi zafundować porządny instrument, jego wnuk nie byłby akordeonistą. Tata jednak zdradził akordeon i zaczął szkołę muzyczną na klarnecie. Potem dziadek miał wypadek i ojciec, jako najstarszy z rodzeństwa, musiał zacząć normalnie pracować. Szkołę przerwał. Samo życie.

Krowa na wsi to był kiedyś majątek.

Dzisiaj instrument tej klasy, co polska „Wiktoria”, którą nabył dziadek, kosztuje ok. 8 tys. zł. Nawet teraz wydaje się, że to bardzo dużo. Ale w tamtych czasach wartość nabywcza krowy była znacznie wyższa.

Niestety krowy bardzo się zdewaluowały. Dziś trzeba sprzedać cztery, żeby starczyło na jeden, średniej jakości, akordeon.

I co to mówi o naszych czasach? Krowy po prostu zeszły na psy.

Nie chciałeś nigdy rzucić akordeonu na rzecz innego instrumentu?

Przez chwilę myślałem o trąbce. Nie miałem jednak czasu na zmiany, bo bardziej zajmowała mnie wtedy mechanika samochodowa i agresywna jazda na rolkach. Ubierałem się w czarne lenary z białymi szwami na wierzchu. Pamiętacie te spodnie. Był szacun (śmiech).

Zapewniamy Was, że w naszym „Portrecie subiektywnym” będzie jeszcze ciekawiej.

Program zrealizowano we wnętrzach Fabryki Porcelany w Katowicach. Partnerem odcinka jest Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.